Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie

Odpowiedz w temacie: 31.07.2016 - Klub Kibica po raz trzeci

Nazwa
Tytuł
Boardcode
B) ;) :) :P :laugh: :ohmy: :sick: :angry: :blink: :( :unsure: :kiss: :woohoo: :lol: :silly: :pinch: :side: :whistle: :evil: :S :blush: :cheer: :huh: :dry: :ok: :serce: :unlike: xD
Wiadomość
Powiększ /  Pomniejsz
Załączniki

Kod antyspamowy: Wpisz słownie liczbę 12 *

Historia tematu:: 31.07.2016 - Klub Kibica po raz trzeci

Maks. pokazywanych 15 ostatnich postów - (zaczynając od ostatniego)
2016/08/02 21:07 #29192

iceman150

iceman150 Avatar

Wasz doping słyszałem do samego szczytu :)
2016/08/02 20:29 #29191

Matołek

Matołek Avatar

2016/08/02 19:25 #29190

Kasia

Kasia Avatar

Chciałabym również dołączyć się do gratulacji i wyrazów uznania dla naszych kolegów. Start w takim maratonie to nie tylko rywalizacja z innymi zawodnikami ale i walka samego ze sobą, dlatego też cieszą informacje, że jesteście zadowoleni ze swoich wyników :ok:

Jak pisał Lef, miejsce w którym kibicowaliśmy może i nie sprzyjało okazywaniu radości z tego powodu, ale na tym ciężkim podjeździe doping "uskrzydlał" naszych kolegów, wywołując zdziwienie i lekką dezorientację u innych zawodników.

Jaca napisał:
Chyba zaskoczenie spowodowało, że miałem tam problem z przerzutkami ale po mimo tego jak również skupienia na drodze uśmiechałem się, prawda?

... no i miejsce idealne... pod warunkiem, że ma się jeszcze siły.

Tak Rafale, pomimo pełnego skupienia, wiedząc co czeka Cię za chwilę, tym razem uśmiechałeś się. Jednak nie wszyscy byli tego świadomi. Od zawodników, którzy resztkami sił dojeżdżali do tego podjazdu, słyszeliśmy wiązanki z "wyrazami uznania" dla tych, co wyznaczali trasę. Widać nie spodziewali się tak trudnego terenu :whistle:

Dziękuję uczestnikom Klubu Kibica, za wspaniałą atmosferę w czasie oczekiwania na przyjazd "naszych" jak i podczas samego dopingu. Hałas jaki narobiliśmy, szczerze mówiąc mnie samą zaskoczył :woohoo:

Do zobaczenia na wspólnych wyjazdach i kolejnej edycji Klubu Kibica.
2016/08/01 22:56 #29189

Monika

Monika Avatar

Wielkie brawa i gratulacje dla wszystkich naszych znajomych i mniej znajomych reprezentujących nasze miasto na maratonie :ok:

Czuję się zaszczycona, że mogłam Wam pokibicować :woohoo:

Warto było czekać, wypatrywać znajome twarze, wydzierać gardło, hałasować itp. :lol: Może trochę przyczyniliśmy się do Waszych świetnych wyników :whistle:

Życzę naszym kolegom dalszych sukcesów sportowych :)

Dziękuję za wspólne kibicowanie i udaną niedzielę :)
2016/08/01 22:01 #29188

Jaca

Jaca Avatar

"Nie, ja nie startuję... nie przygotowywałem się... gdybym jechał to nie robiłbym tych 300km :)" to słowa naszego głównego bohatera tej imprezy - Leszka Flaczyńskiego raptem z przed kilku dni. Jak widać kobiety mają niezwykłą moc, gdyż właśnie dzięki namowom małżonki mamy podwójnego medalistę! Z mojej strony szczere gratulacje! Prosimy o fotkę z pierwszego miejsca na podium :)

Na gratulacje zasługują też Maku i iceman. Oboje znali poziom trudności, dokładnie wiedzieli na co się piszą a jednak podjęli wyzwanie i sprostali. Podziwiam!

Kiedy po raz pierwszy za namową lef'a odbyliśmy objazd planowanej trasy byłem zdruzgotany ilością podjazdów, które od zawsze kojarzyły mi się z olbrzymim bólem w czworogłowych jak i jęzorem wywalonym co najmniej poniżej kierownicy. Uwierzcie, że na zjazdach było jeszcze gorzej. Niby nic trudnego... a jednak polecam spróbować rozpędzić się jadąc z góry po nierównej drodze lub dziurawej ścieżce do 35-45 na godzinę. Niemożliwym staje się utrzymanie tyłka na siodełku a co dopiero wygodne siedzenie. Do dzisiaj się tego uczę i nadal nie czuję się pewnie...

Start sektorowy był dla mnie kolejną nowością. Maraton MTB nie dorównuje swoją widowiskowością np stadionowym imprezom lekkoatletycznym, albo meczom żużlowym rozgrywanym w jednym miejscu. Tutaj stanęło ok. 700 zawodników w 11 sektorach. Każdy sektor puszczany był co 45 sekund. Ci co nie widzieli tego niech żałują... widok jest nieziemski... Jednak chwilę po strzale zawodnicy z prędkością światła znikają za zakrętem rozpierzchając się po lasach. Pierwszy jadący najkrótszy dystans wraca po 1,5h - natomiast ostatni jadący najdłuższy zjawia się po 5 godzinach.
Moje samopoczucie na trasie było zupełnie inne niż w Świeciu. Wielokrotnie czułem przewagę znając każdy zakręt, każdą górkę... uwierzcie ale przyjezdni byli zaskoczeni ukształtowaniem terenu, mnogością wzniesień i różnorodnością przeszkód, które udało się zamknąć w tych kilkudziesięcio kilometrowych trasach. Najdziwniejsze co czułem to niesamowity luz. Jechałem tym razem nie szarpiąc jak w Swieciu. Na 17 kilometrze zaplanowaliśmy z Pieterem prywatny bufet, dzięki czemu nie musiałem tłuc się od startu z dwoma bidonami. Pieter bardzo dziękuję! Twoja pomoc bezcenna! Niestety pech chciał, że u stóp tego wzniesienia, gdzie stał Pieter z dziewczynami spadł mi łańcuch. Ogarnęła mnie wściekłość. Jednak założenie go, wskoczenie na rower, zapięcie się w pedały i wyprzedzenie tych co zdołali mnie minąć przyszło mi z taką łatwością, że sam byłem zdziwiony. Największą barierę miałem, kiedy doganiałem kogoś z WB... przecież ja nie mam doświadczenia... nie wiem, czy to tempo nie jest za szybkie... może to właśnie oni jadą odpowiednio a mnie zaraz odetnie... no cóż krótki pojedynek w głowie - jadę... Minął 30 kilometr czułem się świetnie, 35 nadal dobrze. Trochę sprytu nabytego w Świeciu pozwoliło mi podciągnąć się na kole na chyba najdłuższym podjeździe z czołowym wiatrem i ze szczytu wzniesienia wyprowadzić atak na tyle silny, by urwać się grupie i dogonić kolejnych z WB jadących dobre 150-200 metrów z przodu. Dla niewtajemniczonych; dogonienie jadących w takiej odległości jest piekielnie trudne ze względu, iż obie grupy mają podobną prędkość przemieszczania się a przecież nikt na nikogo nie będzie czekał... Okazało się, że oni w ostatniej chwili zdecydowali się pojechać dystans giga, więc się pożegnałem i do przodu. Kolejne podjazdy, gdzie na treningach umierałem teraz pokonuję z łatwością tym bardziej, że minął 40 kilometr. Tu trasa obfituje w naprawdę fajne interwały w postaci siodeł - czyli ostry zjazd po którym następuje ostry podjazd. Odpowiednia technika pozwala jechać niezwykle dynamicznie przy naprawdę nieznacznym wydatku energetycznym. Wyprzedzani zawodnicy nawet nie podejmowali próby walki, co jeszcze bardziej buduje i motywuje do większego wysiłku. Dalej singel - jest niesamowity. Pokręciliśmy go z icemanem, więc czułem się pewnie. Może zbyt pewnie :) Tak... zdecydowanie zbyt pewnie :)) Tak się rozpędziłem, że uczestnicy krótszego dystansu (FIT), których tam wyprzedzałem rozchodzili się w popłochu na obie strony. I na dwóch najgłębszych zagłębieniach terenu nie miałem szans opanować roweru, który w jednej sekundzie odmówił współpracy. Wystrzeliłem jak z procy przez kierownicę a rower ustawił się w pozycji w jakiej stawia się go chcąc wymienić dętkę. Niestety nie zdołałem wypiąć stopy a ta pociągnięta przez pedał ku tyłowi wywołała olbrzymi skurcz łydki. Musiało to wyglądać bardzo tragicznie, gdyż wszyscy rzucili się z pomocą. Straciłem dwa miejsca... za singlem "droga nadmorska" z ostatnimi podjazdami, których nienawidziłem na treningach ze względu na zmęczenie jakie niosło przebycie już większości trasy przy odpowiedniej intensywności. Jednak tu niespodziewanie czekała znajoma grupa zwariowanych rowerzystów. To co usłyszałem spowodowało, że zostałem jakoby wciągnięty na ten podjazd magiczną liną bez najmniejszego wysiłku. Chyba zaskoczenie spowodowało, że miałem tam problem z przerzutkami ale po mimo tego jak również skupienia na drodze uśmiechałem się, prawda? Bardzo pobudzająco na mnie wpłynęliście :) no i miejsce idealne... pod warunkiem, że ma się jeszcze siły. Bardzo dziękuję wszystkim zaangażowanym w doping na trasie, co więcej muszę przyznać,że mamy bezapelacyjnie najlepszy klub kibica ze wszystkich drużyn! Wygenerowaliśmy tym samym (gdyż była to praca zespołowa) w przypadku mojego startu 38 miejsce Open na dystansie MEGA na ponad 180 startujących mężczyzn.Cieszę się niezmiernie i przyznaję, że nie spodziewałem się takiej lokaty.Wypracowałem tym samym 2 sektor startowy z 11 na następną Mazovię!

Może przesadziłem z ilością tekstu ale muszę przyznać, że każdą wzmiankę na forum icemana, czy Qby84 na temat sportowej jazdy chłonąłem jak gąbka. Więc, jeżeli miałoby to szansę zmotywować kogoś kolejnego - to czemu nie?
2016/08/01 07:22 #29184

kibic

 Avatar

Gratulacje dla znajomych ze strony, którzy podjęli się tego wyzwania od kibica niezrzeszonego, który był na starcie i trzymał kciuki :)
2016/08/01 06:55 #29183

krzys80

krzys80 Avatar

Nasi zawodnicy zadowoleni, klub kibica również i to jest najważniejsze. Zawody jak najbardziej udane i pokazywane. W "Zbliżeniach" TVP 3 prezes widziany w tle z winderem :)
2016/08/01 06:25 #29182

lef

lef Avatar

I ja dziękuję Klubowi Kibica za doping na trasie. W miejscu, gdzie Was spotkałem, każdy skupiał się na trudnościach zjazdu i redukcji biegów do wytężającego podjazdu, stąd może brak uśmiechów. Ale fajnie było Was spotkać i posłuchać!
2016/07/31 23:38 #29180

Pietrek

Pietrek Avatar

Również dziękuję za zorganizowanie klubu kibica bardzo fajnie się z wami kibicowało :ok: . Gratuluję kolegom uczestniczącym w zawodach :ok: Dziś mogę powiedzieć, że odbebniłem swoje :silly: żeby dodać wam otuchy do dalszej jazdy :) Również dziękuję za pokibicową trasę bardzo miłe zakończenie dnia w miłym towarzystwie ;)
2016/07/31 23:19 #29179

Matołek

Matołek Avatar

A tak na marginesie, to przy okazji kibicowania udało nam się zaobserwować kilka ciekawych zjawisk i wydarzeń :)

1. Na początku zaskoczyło nas dość dość spore tempo naszych maratonowych kolegów. Spodziewaliśmy się, że bez najmniejszego pośpiechu dotrzemy ze startu na upatrzone wcześniej miejsce kibicowania, ale koniec końców musieliśmy się trochę sprężać. I tu dobrze sprawdził się nasz system obserwacji znajomych w aplikacji Endomondo. Obserwując na żywo przemieszczanie się Icemana i Milo mieliśmy pewność, że nie zdarzy nam się ich przeoczyć :)

2. Zaskoczyła nas dość mocna zmiana trasy choćby w miejscu naszej strefy kibica :)

3. Jedna z zawodniczek, która pojawiła się jako pierwsza, strasznie się zmieszała, kiedy jej ten fakt zakomunikowaliśmy :) "Pierwsza?" - zawołała, "chyba od końca!" ;) Trochę nam się dziewczyny żal zrobiło, bo wyglądało na to, że pokręciła trasę.

4. Kolejnym wydarzeniem byliśmy dość mocno poruszeni. Incydent, w którym pilot jadący quadem zepchnął ze skarpy dwóch jadących w czołówce zawodników wyglądał dość groźnie. Na szczęście udało mu się wyhamować na samym szczycie wzniesienia, a rowerzyści szybko się pozbierali i ruszyli dalej. Wyglądało to tak, że niewiele brakowało, aby pilot z tej skarpy zsunął się quadem na rowerzystów. Jak zawodnicy wyprzedzili pilota i dlaczego w tak niebezpieczny sposób pilot starał się z powrotem wrócić na czoło - nie wiemy.

5. Zaobserwowaliśmy też z inicjatywy Ani, że kobiety uśmiechały się do nas nieporównywalnie częściej niż faceci. Ja tam jednak pozostaję w przekonaniu, że faceci mieli po prostu uśmiech wewnętrzny ;)

O czymś zapomniałem? :woohoo:

Ps. Również dziękuję wszystkim za pokibicową, sympatyczną przejażdżkę :)
2016/07/31 22:58 #29178

ainak

ainak Avatar

Ja również dziękuję za zorganizowanie klubu kibica, gdyby nie ten fakt to pewnie nie wiedziałabym o tej imprezie. Atmosfera maratonu udzielała się również kibicom, szczególnie gdy pojawiali się znajomi koledzy i nieznajomi reprezentujący Grudziądz. Ponadto dziękuję za późniejszą przejażdżkę oraz zauważenie moich dzisiejszych ograniczeń rowerowych i uwzględnienie ich podczas wyboru trasy. :ok:
Znowu jechałam nowymi ścieżkami. :woohoo:
To był bardzo sympatyczny niedzielny dzień, w miłym towarzystwie. Dzięki ;)
2016/07/31 22:28 #29177

Matołek

Matołek Avatar

iceman150 napisał:
Dziękuję bardzo klubowi kibica

Strasznie się cieszę, że udało nam się powołać do życia ten nasz Klub. Cieszy nas, że możemy w taki sposób uczestniczyć w przejeździe naszych kolegów i fajnie jest też wiedzieć, że komuś było z naszego powodu choć trochę miło :) Jesteście naszymi bohaterami, a my Waszymi osobistymi kibicami :silly:

Bardzo gorąco dziękuję wszystkim członkom Klubu Kibica za super atmosferę i aktywne zagrzewanie naszych bohaterów do walki. Mam nadzieję, że nie trafią do nas zażalenia o hałas w lesie, którego przez ponad 3 godziny udało nam się całkiem sporo wygenerować. To wszystko na cześć naszych rowerowych kolegów, którzy dzisiaj dali z siebie wszystko, a my jesteśmy z nich bardzo dumni :ok:

A dzisiejszy Klub Kibica w tworzyli:

:ok: Meg
:ok: Ainak
:ok: Kasia
:ok: Monika
:ok: Krzys80
:ok: Qba84
:ok: Michał MT
:ok: Davis
:ok: Pietrek
:ok: Pawlook
:ok: Matołek

Ponadto gdzieś na trasie:

:ok: Aneta
:ok: Pieter

Jeszcze raz serdecznie dziękuję i do zobaczenia - mam nadzieję - na czwartej edycji :woohoo:
2016/07/31 20:27 #29176

iceman150

iceman150 Avatar

A tak wyglądały moje zmagania z trasą:



Załączniki:
2016/07/31 18:43 #29175

Davis

Davis Avatar

Wielkie gratulacje dla wszystkich naszych chłopaków, tak trzymać :ok:












obszerna fotorelacja wkrótce TU
Załączniki:
2016/07/31 18:13 #29174

iceman150

iceman150 Avatar

Dziękuję bardzo klubowi kibica, jesteście fantastyczny i wasz doping nie tylko mi pomagał ale i innym zawodnikom. Jesteście niezwykle barwnym elementem każdego maratonu na którym się pojawiacie i tak naprawdę to organizatorzy powinni zabiegać o wasze przybycie :).

Co do samego maratonu, trasa bardzo ciekawa ale i wymagająca, sam miałem dwa małe momenty, pierwszy tuż za DELFINEM gdzie w piachu na zakręcie przednie koło mi odjechało, ale jakoś się podparłem tyle że rower leżał. Drugi moment był na szybkim piaszczystym zjeździe gdzie także straciłem kontrolę i leciałem po pokrzywach. Tym razem jednak udało się jakoś wyciągnąć z opresji i nawet nie straciłem wiele.
Walka była, praktycznie cały czas na trasie to ja kogoś wyprzedzałem, a ktoś mnie. W sumie najwięcej osób wyprzedzało mnie na płaskim. Ja natomiast często wyprzedzałem ich na podjazdach i jeśli dało się bezpiecznie to również na zjazdach. Niestety po szarży na trasie nadmorskiej straciłem mnóstwo energii i w rezultacie nie miałem sił dobrze depnąć do mety, no ale czego nie robi się słysząc taki doping :)

Czas 1:29:28 na dystans niespełna 31km jak najbardziej mnie satysfakcjonuje. Miejsce to 140 na 237 mężczyzn którzy ukończyli.

No i w tym miejscu chciałbym pogratulować a zarazem podziękować ekipie WHEEL BROTHERS, którzy ułożyli fantastyczną trasę i wykonali ogrom prac przygotowując ją do maratonu. Gratulacje za to, że się Wam chciało i za to że pokazaliście, że w Grudziądzu także można zrobić niezły Maraton.

Tymczasem następny odcinek maratonowego serialu to Susz i mam nadzieję, że nie zabraknie tam także przedstawicieli klubu kibica.
Czas generowania strony: 0.283 s.